Grzegorz Ciechowski i Robert…

Grzegorz Ciechowski i Robert Gawliński – Nie pokonasz miłości

W ramach niejako kontynuacji wczorajszego wpisu

Tak generalnie, to nie mogę zbytnio powiedzieć, że do czegoś w życiu doszedłem, czy też się dorobiłem. Twierdzę raczej, że ludzie mają tendencję do przeceniania swoich osiągnięć i przesadnego cieszenia się (zwłaszcza w kontakcie z drugim człowiekiem) z rzeczy czy stanów, których to posiadanie powinno raczej być/przychodzić naturalne. Jedyne, co mnie jako tako trzyma na świecie to muzyka wszelaka. Lubię słuchać, lubię o niej rozmawiać a także o niej pisać (choć nie zawsze z dobrym skutkiem ( ͡° ͜ʖ ͡°)). Ale jest też w niej coś, co mi w niej przeszkadza.

Mianowicie, w tzw. pompie mam wokale i teksty. Nie obchodzą mnie one kompletnie, no chyba, że wokal jest tak straszny, że psuje przyjemność z całej reszty. Są jednak dwa wyjątki od tej reguły. Co ciekawe teksty, o których teraz piszę nie są najwyższych lotów, nie można ich nazwać intelektualną ucztą. Powiedziałbym, że wręcz przeciwnie, trącą banałem, od którego zawsze jak najdalej uciekam.

Jednak „Hej Hej!” i bohater dzisiejszego odcinka, „Nie pokonasz miłości” duetu Gawliński i Ciechowski, mają dla mnie szczególne znaczenie i chyba zostaną ze mną do końca życia. Szkoda, że w raczej kontekście dosyć bolesnym, bo pojawiły się w momentach, w których zaprzepaściłem szansę na chociażby częściowe pozbycie się z mojego życia tego quasi-nihilizmu, o którym wspominam na początku. Bo przy drugiej osobie (choć teoretycznie nie mam o tym pojęcia) takie bzdurne myśli łatwo wyrzucić z głowy. Ale z innej strony, kiedy dojdzie do trzeciej próby przełamania tego impasu, te dwa utwory będą dla mnie latarnią morską i oświetlą skały, których to powinienem uniknąć.

Co ciekawe, o samej piosence „Nie pokonasz miłości” nie mogę powiedzieć kompletnie nic dobrego XD, poza tym, że to jest słabiutka kompozycja uwielbianego przeze mnie Ciechowskiego (który przecież talent do takich rzeczy miał nieprzeciętny), ale najwidoczniej i nad muzyką wisiała klątwa pierwszego „Wiedźmina”.

PS. Tak w ogóle, to w ciągu najbliższych dni szykuje się kilka wpisów o Republice i Ciechowskim, w końcu udało mi się dopaść do „Nieustannego tanga” Gnoińskiego, mega książka!

#muzyka #muzykafilmowa #pop #poprock #polskamuzyka

trochę #feels i #feelsmusic

#ryszarddzejms2017